LATAJNISOIPOWOLI.NET 2009-07-24 11:40:37

Witam wszystkich. Dzięki nawiązaniu współpracy z podralem myFTO i jego pomocy od strony technicznej oraz chojności portalu dlapilota.pl, który zasponsorował latajniskoipowoli powstała nowa strona internetowa, która jest kontynuacją tego blogu. Strona da większe możliwości, pozwoli na zakładanie kont użytkowników, wprowadzanie podstron, prowadzenie rankingów i dużo dużo więcej. Niezmiennie główną treścią pozostanie treść bloga latajniskoipowoli. Strona będzie się zmieniać. W najbliższym czasie zostanie powiązana z portalem myFTO.net poprzez wymianę postów.Z czasem będą pojawiać się nowe elementy. Treść wszystkich wpisów została przeniesiona. Zapraszam do przeczytania całego blogu od początku tych, którzy jeszcze tego nie zrobili.

Z wielką przyjemnością zapraszam do przeczytania relacji z pierwszego przelotu za granicę na

www.latajniskoipowoli.net

Strona www.latajnisoipowoli.blog.pl nie będzie rosnąć w nowe treści. Wszystkie działania z dniem dzisiejszym zostały przeniesione na nową stronę. Dziękuję wszystkim czytelnikom i zapraszam do czytania!


skomentuj (0)

Ewolucja bloga 2009-07-21 00:05:00

Witam wszystkich.

Dzięki uprzejmości portalu dlapilota.pl, który zasponsorował serwer oraz domenę oraz Przemka, twórcy portalu myfto.net z którym udało się nawiązać współpracę i który pomaga mi od strony technicznej powstaje nowa forma bloga latajniskoipowoli!

Strona internetowa da większe możliwości. Główną jej treścią jak do tej pory pozostaną relacje ze szkoleń i wszystkiego co z nimi związane. Prócz tego pojawią się też inne, nowe elementy.

Gdy strona będzie ukończona, opublikuję odpowiednią informację. Dziękuję za wszelkie oferty pomocy z Waszej strony!

Pozdrawiam!
Tomek


skomentuj (0)

Do czytelników. 2009-07-16 15:37:27

Drodzy czytelnicy,

Jako miejsce publikowania moich wpisów wybrałem portal blog.pl dlatego, że nie było na nim reklam. Nie znoszę reklam, tym bardziej nie chcę, żeby mój blog w jakikolwiek sposób kojarzył się z komercją. Zabierają nam cenny czas którego mamy mało i zwyczajnie przeszkadzają beszczelnie wchodząc na pierwszy plan.

Od kilku dni blog.pl wprowadził - ich zdaniem rewelacyjną innowację- pasek w górnej części i reklamy po prawej, które są zawsze widoczne. Ja mam trochę inne zdanie na ten temat, Ty pewnie też nie jesteś zachwycony.

W związku z powyższym chyba najwyższy czas pomyśleć o rozwoju blogu, przekształceniu go do innej formy. Od jakiegoś czasu mam pomysł przekształcenia blogu w stronę internetową. Główną jej treścią - jak do tej pory - będzie blog. Różnica byłaby taka, że strona mogłaby zawierać podstrony, na których mógłbym umieszczać odsyłacze do źródeł wiedzy, galerię, jakieś osobne artykuły nienależące bezpośrednio do treści bloga i inne rzeczy, które będą dla Was przydatne. Póki co jako galerię używam usługi google. W połączeniu z działaniem programu Picasa 3 daje to rewelacyjne rozwiązanie. Poprzez program zarządzam swoimi zdjęciami w komputerze i wybrane mogę uploadować do sieci i udostępniać Wam w postaci albumów. Zdjęcia w albumach można powiększać, włączyć pokaz slajdów, można je podpisywać i komentować. Nie ma przy tym wścipskich reklam. Jestem skłonny pozostać w spółpracy z usługą google. Wszystkie zdjęcia, które umieszczałem musiałem ręcznie zmniejszać do odpowiednich rozmiarów. Następnie każde z nich uploadować przy pomocy jednego z serwisów hostingowych dla zdjęć. Dopiero wtedy otrzymywałem link do zdjęcia, żeby wkleić go na bloga. Dzięki google jest znacznie łatwiej.

Zamierzam wystąpić do kilku portali lotniczych o sponsoring domeny oraz serwera. Mam nadzieję, że się uda. Jedna kwestia pozostanie nierozwiązana - strona internetowa. Nie dysponuję na tyle dużą wiedzą ani czasem, żeby samemu zbudować dobrą stronę internetową. Strona ta musi mieć formularz przez który mógłbym wprowadzać wpisy i je modyfikować nie ingerując w kod html. Wygląd strony musiałby przypominać obecny wygląd bloga.  Do tego jakieś menu w którym można umieścić podstrony a na podstronach umieszczać artykuły, pliki do pobrania itd.

Jeżeli ktoś byłby chętny pomóc mi taką stronę stworzyć, będę bardzo wdzięczny. Ze zwojej strony w zamian umieszczę nazwisko autora strony na stronie, niestety wynagrodzenia finansowego nie zapewniam.
Proszę również o wszelkie pomysły dotyczące przyszłej strony, napiszcie co o tym sądzicie, czy jest to waszym zdaniem dobry pomysł, może macie jakieś własne idee rozwoju bloga? Każda uwaga będzie cenna i każdą wezmę pod uwagę. Proszę o wpisy w postaci komentarza do tego postu.

Nie wiem kiedy uda się zrealizować ten plan, ale mam nadzieję, że się uda.

Pozdrawiam!

Tomek.


Tagi: inne

skomentuj (6)

Latanie w ZUA c.d. (jeszcze przed symulatorem). 2009-07-15 11:24:32

Po okresie ostatnich zaliczeń na uczelni przeyszedł wreszcie czas na kontynuację latania. Nie jestem w stanie wszystkiego dokładnie opisać, bo nie prowadziłem notatek. Jak wcześniej pisałem mój notebook zaniemógł i musiałem oddać go do serwisu. Liczyłem na to, że w ciągu tygodnia sprzęt wróci w moje ręce, jednak po tygodniu dopiero dotarł do serwisu.

Po powrocie z Chełma do domu dałem sobie dzień wolnego, żeby rozpakować się i odpocząć. Na drugi dzień byłem już rano w ZUA. Zostało jeszcze trochę godzin do wylatania. Planowałem dłuższy lot na północ Polski do Olsztyna mijając Warszawę od zachodniej strony a w powrocie od wschodniej. W tym czasie nad europą kręciły się liczne układy niżowe co wiązało się z występowaniem frontów atmosferycznych i innych niesprzyjających lataniu VFR zjawisk meteorologicznych. Pozostała możlowość latania na krótsze trasy w rejonie, żeby uniknąć konieczności nocowania na obcym lotnisku w oczekiwaniu na lepsze warunki jak miało to miejsce rok temu w Muchowcu. Szczęśliwie miałem tam znajomych, którzy mi pomogli - na północy nie znałem nikogo. Wobec takich okoliczności zaniechałem lotu do Olsztyna. Pozostało latanie w rejonie, który znam już na pamięć.
Latanie w ZUA nie jest takie swobodne w doborze tras jak rok temu w Rzeszowie. W prawdzie nie odbywa się według jakiegoś ścisłego programu, ale w miarę postępów, możliwości i umiejętności program praktyk zakłada następującą kolejność:

-loty trasowe w rejonie lotniska
-dalekie przeloty do baz ZUA
-loty na lotniska kontrolowane
-loty nawigacyjne precyzyjne
-loty międzynarodowe

Byłem już na dłuższym przelocie na lotnisku w Opolu EPOP. Teraz kolej na kontrolowane.
Zaplanowałem lot do Rzeszowa. Miałem wykonać tam kilka konwojerów i odlecieć na trasę w kierunku północnym. Prognozy zapowiadały silny rozwój chmur konwekcyjnych. Krótko przed odlotem wiedziałem już, że nie oblecę całej trasy zgodnie z planem. Zakładałem, że polecę do Jasionki, wykonam konwojery i zdecyduję co dalej, czy lecieć dalej, czy wracać do Mielca, a może wylądować i poczekać na poprawę pogody. Po drodze z ośrodka do samolotu obserwowałem niebo i nabierałem wątpliwości. Widziałem budujące się CB-ki a w zasadzie tylko ich elementy, bo przysłaniały je inne chmury, które pokrywały prawie całe niebo. Miałem przeczucie, że w ciągu godziny będą opady. Zadzwoniłem do instruktora nadzorującego, który poparł moją prognozę i utwierdził mnie w przekonaniu, żeby nie lecieć. Po godzinie wracałem już do domu w deszczu.

Kolejny dzień przywitał porannym deszczem. O 8:00 byłem na lotnisku. Prognozy są deszczowe ale nie są to silne opady. Złożyłem polan lotu do Rzeszowa, na kręgi. Deszcze to nei problem, to tylko niecałe 20 minut w jedną stronę. Można wrócić, ewentualnie wylądować i przeczekać niesprzyjające warunki. Większość lotu odbywała się w opadzie deszczu.


Opad przed Jasionką.


Z powodu przylotu Ryanair-a z Luton musiałem lecieć niżej niż w planie lotu. Wykonałem kilka konwojerów, do lotniska zbliżyła się ciemna plama (było pełne pokrycie nieba chmurami). Domyślałem się, że to był CB. Zaczęło się robić turbulentnie w miarę zbliżania się do lotniska ciemnej plamy na niebie. To znak, że trzeba już myśleć o powrocie. Po drodze mijałem Cessnę z Mielca, która leciała do EPRZ. Po przylocie dowiedziałem się, że lądowała i czekała w Rzeszowie z powodu silnego opadu deszczu. Tego dnia już nie latałem.

Następne dni podobie jak poprzednie miały obfitować w zmienną pogodę i chmury konwekcyjne wypiętrzające się aż po CB dając przelotne opady i burze. Nie przeszkadzało to wykonywaniu lotów w rejonie lotniska. Instruktor nadzorujący doradził mi rozpoczęcie lotów nawigacyjnych na małej wysokości. Zaplanowałem trasę biegnącą wzdłóż granic mieleckiego TRA10C. Leciałem na mapę 1:500 000 na wysokości 150m nad terenem. Latając tak nisko nawigacja wygląda nieo inaczej. Teren przesuwa się szybko pod nogami, widać najwyżej na kilka kilometrów a nie na kilkanaście, czy kilkadziesiąt - jak to ma miejsce przy lataniu wyżej. Ale prędzej czy później trafię na warunku, kiedy widoczność będzei wynosiła kilka lub mniej kilometrów niezależnie od wysokości i wtedy trzeba będzie wykazać się umiejętnością nawigacji w takich warunkach - temu mają te loty służyć. Podczas lotu nie ma dużo czasu na relaks i rozglądanie się po okolicy. Trzeba patrzeć przed siebie, zauważać minięcia kolejnych dróg, kanałów, krawędzi lasów czy kościołów po drodzee a nade wsyzsko wypatrywać przeszkód. Nie trudno o kolizję z wszechobecnymi masztami, czy niewidocznymi liniami wysokiego napięcia, szczególnie w okolicach elektrowni w Połańcu. Udało mi się oblecieć całą trasę bez problemów przyzwyczajając się do latania w parterze. Przy takim niskim locie należy przez cały czas znać kierunek wiatru i mieć na oku teren możliwy do awaryjnego lądowania, bo w razie awarii zespołu napędowego niewiele jest czasu na zastanawianie się, trzeba działać. Strasznie wtedy wiało. Pamiętam, że turbulencja dawała się we znaki, szczególnie nisko. Nie raz coś w kokpicie odrywało się od podłoża. Po kilku godzinach serdecznie miałem dość.

Kolejny dzień latania. Pogoda zapowiada się pozytywnie i przyjemnie, choć wiele mocno już od tygodnia. Złożyłem plan lotu do Rzeszowa, następnie Stalowa Wola, Kazimierz Dolny, Ujazd i do Mielca. W Rzeszowie znów trafiłem na przylot Ryanair-a. W Kazimierzu jest zamek. Obok Kazimierza drugi zamek. Zrobiłem zdjęcia, są już w galerii. Średniowieczny zamek Krzyżtopór w Ujeździe zrobił na mnie wrażenie - olbrzym. Po przylocie latanie precyzyjne. Punkty zwrotne to mostek nad kanałem, domek przy krawędzi lasu, droga polna wchodząca do lasu itp. Do tak dokładnej nawigacji używałem map w skali 1:200 000. Jest na nich znacznie więcej szczegółów terenu. Trzeba brać poprawkę na to, że to co widać za oknem różni się od tego, co obrazuje mapa z lat 70-tych. Jeżeli trzeba znaleźć domek, który zaznaczony jest na mapie samotnym prostokącikiem koloru czarnego a na miejscu zastajesz ich już kilka, to trzeba zwrócić uwagę na ich wygląd. Tym, którego szukasz będzie stara chata, stodoła, albo nic nie będzie, bo mógł obiekt zostać już wyburzony.


Punkt zwrotny - ujście kanału do innego kanału.


Czarna kropka na mapie przy krawędzi lasu...


...to ten budynek.


Na końcu było latanie na 200-tce bez obliczeń nawigacyjnych. 150m nad terenem, na mapie tylko punkty do których trzeba było dolecieć. Kursy należało ocenić "na oko" i lecieć "palcem po mapie". Takie ćwiczenie symulowało lot w warunkach słabych widzialności do punktu, który nie był planowany - no. w przypadku kiedy na drodze stanie burza i trzeba lecieć w kierunku najbliższego lotniska i lądować. Po lataniu precyzyjnym zazwyczaj ćwiczyłem celność lądowania wykonując kilka konwojerów. W ostatnim takim locie po powrocie do Mielca poleciałem do strefy nabierając wysokości do 1000ft. Już 1500ft wydało mi się anormalnie wysoko. Dużo się nauczyłem na tym ćwiczeniu. Jak nic nie statnie na drodze po powrocie z Adriany planuję lot do Popradu (Słowacja - LZTT). Lotnisko kontrolowane położone u podnuża Tatr - piękna sceneria.
Relacja już niebawem.

Więcej zdjęć już w GALERII


Tagi: zua

skomentuj (0)

Symulator, dzień 9 - ostatni. 2009-06-26 19:03:44

Dziś ostatni dzień szkolenia. Zostały do zrobienia dwa loty trasowe. Pierwszy z Krakowa do Warszawy, drugi z Watorowa do Gdańska.

Pierwszy lot był dość ciekawy. Odlot z Krakowa, po drodze zepsuł się alternator, potem wskazanie temperatury oleju prawego silnika osiągnęło maksimum, jednak temperatura głowic i ciśnienie oleju pozostawały bez zmian, więc musiała to być awaria wskaźnika bądź czujnika temperatury oleju. W Warszawie po odsłuchaniu ATISu warunki na granicy minimów. Podejście VOR/DME na pas 33. Na wysokości decyzji nie wiać ziemi. Odejście na drugi krąg i lot do lotniska zapasowego w Łodzi. W łodzi holding i podejście VOR/DME. Ciekawe jest to, że leci się od VORa a nie do, więc przy odliczaniu ścieżki zniżania względem dalmierza odległość rośnie, a nie maleje - przeciwnie do wysokości.


Trasa z Krakowa do Warszawy z odlotem na lotnisko zapasowe do Łodzi.


Holding nad LIN, podejście VOR/DME na pas 33 i odlot na lotnisko zapasowe do Łodzi.

Lot z Watorowa do Gdańska też był nowym doświadczeniem na symulatorze. Start z trawy jako VFR i wznoszenie z kursem na GRU (Grudziądz) po nakazanej ścieżce wznoszenia wyznaczonej napodstawie dalmierza i wysokości na kolejnych milach. Przed GRU kontakt z Warszawa Radar i odebranie zgody na lot IFR, wejście w przestrzeń kontrolowaną.W Gdańsku wiało z kierunku 110 10 węzłów, więc podejście na 29 nie było możliwe, bo limit wiatru w ogon do lądowania dla tego samolotu to 8 węzłów. Jako, że na pas 11 w EPGD nie ma opublikowanej procedury podejścia podejście odbyło się z okrążenia.


Watorowo - Gdańsk.


Na koniec jeszcze kilka zdjęć.


Kabina symulatora.


Pokładowy GPS APOLLO GX50. Trzeba się było nakręcić, żeby ustawić trasę.


Kontrola wirtualnej mocy..


Tak w rzeczywistości wygląda samolot, którym "latałem" na symulatorze.

Podsumowując, szkolenie do uprawnienia IR(A) w kabinie treningowej FNPT II typu Elite S812 Evolution w ośrodku FTO ADRIANA obejmowało 35h 1' czasu "lotu" symulatora w 59 lotach. Bardzo miła atmosfera, doskonałe zaplecze dydaktyczne, bardzo dobry hotel. Tylko daleko ;)


Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (4)

Symulator, dzień 8. 2009-06-26 18:41:17

W planie szkolenia przewidziane jest 6 tras. Dla pierwszej trasy trzeba przygotować pełną odprawę zawierającą odprawę meteorologiczną z naniesioną na mapę trasą i przygotowanym opisem wszystkich depeszy dotyczących lotu, plan lotu, operacyjny plan lotu, arkusz załadowania samolotu, obliczenia położenia środka ciężkości, obliczenie paliwa potrzebnego na przelot, napisanie kart briefingowych do startu i podejścia do lądowania. Wygląda to mniej więcej tak...


Sala do briefingu.

Dla pozostałych pięciu lotów nie trzeba robić pełnego briefingu, wystarczy plan lotu, operacyjny plan lotu z obliczeniami trasowymi i karty briefingowe. Cała ta papierowa robota wpinana jest do teczki w której archiwuje się przebieg całego szkolenia.

Pierwszy przelot z Warszawy do Katowic Pyrzowic.


EPWA-EPKT


Holding nad KTC i podejście ILS na pas 27 w EPKT.


Trasa z Warszawy do Wrocławia.


Odlot z Warszawy.


Podejście we Wrocławiu.


Przelot z Warszawy do Gdańska z wektorowanym podejściem ILS.



Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (0)

Symulator, dzień 7. 2009-06-26 12:09:33

Dziś holdingi. Pierwszy lot to holdingi na VOR Kartuzy, KRT. Drugi lot to holdingi oparte o NDB GDA. W tych lotach można już było używać autopilota. Na koniec pierwsza trasa z Poznania do Warszawy.


Holdingi na VOR KRT.


Holdingi oparte o NDB GDA.


Widok na trasę przelotu z Poznania do Warszawy.

Latanie na trasach bardzo przyjemne. Można używać autopilota, podczas lotu pobawić się GPSem. Jest chwila na lekkie rozluźnienie napięcia. Za to dużo jest papierów - pogoda, plan lotu, mapy itd.


Na trasie. Po lewej mapa trasowa, na środku podejściówki i mapa odlotu SID, po prawej operacyjny plan lotu.


Już mi się to po nocach śni..


Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (6)

Symulator, dzień 6. 2009-06-25 12:46:59

Dziś w programie "circle to land" czyli podejścia z okrążenia.
Na początek jednak podejścia na jedną NDB w Zielonej Górze. Radiolatarnia ustawiona jest obok pasa na pawo, dlatego podejście odbywa się z odchyleniem kursu podejścia od kursu drogi startowej, co widać na zdjęciu.


EPZG - Zielona Góra. Podejścia na jedną NDB z offsetem.

Teraz kolej na "circle to land", podejścia z okrążenia. Lotnisko znane z podejścia po łuku, co przy okazji zostało przećwiczone. Podchodzi się wg procedury VOD/DME ARC, następnie wg opublikowanej procedury podejścia z okrążenia. Trzeba wtedy widzieć teren przed sobą. Na to ćwiczenie były dwa loty, w każdym podejście na dwa różne pasy.


W tym locie byłem słabo skoncentrowany - zaraz po obiedzie, co widać po kreskach.


W tym locie widać poprawę po przerwie i przemyśleniu błędów, większa koncentracja uwagi na zadaniu, mniejszy "efekt  obiadu".

Wieczorem nieopublikowane podejście z okrążenia, tym razem w Gdańsku, wg dwóch różnych wariantów. W tym locie instruktor zrobił mi niespodziankę, na prostej nie wyciągnęła się przednia goleń podwozia. Awaryjne wyciąganie podwozia zadziałało.


Circle to land EPGD, RWY11.



Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (2)

Symulator - dzień 5. 2009-06-22 20:11:53

Na początek zdjęcia symulatora, żeby przybliżyć jak to wygląda. Nakręciłem też film z kabiny, ale umieszczę go dopiero po powrocie do domu po szkoleniu, gdyż nie mam przy sobie laptopa a muszę film wcześniej obrobić.



Kabina symulatora widziana z zewnątrz.



Kabina wewnątrz.


Stanowisko instruktora.


Początkujący pilot na symulatorze.

Tego dnia "latanie" zaczęło się od podejścia po łuku - DME ARC. Następnie podejście VOR w Gratz, z racetrackiem i zakrętem podstawowym. Później były dwa loty na podejścia na 2 NDB w Rzeszowie.


Lotnisko Balse-Mulhouse, Francja. Podejście VOR/DME po łuku na pas 16.


Podejście VOR w Gratz, z zakrętem podstawowym.


EPRZ-Rzeszów. Cztery podejścia NDB z zakrętami proceduralnymi 45/180.


NDB w Rzeszowie, z zakrętami proceduralnymi 80/260.



Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (0)

Symulator dzień 4. 2009-06-22 19:57:30

W niedzielę była przepiękna, szybowcowa pogoda. Paralotniarze latali na termice.



W symulatorze ćwiczone podejścia VOR/DME, VOR oraz LOC. Niektóre podejścia wykonywane były w nocy.


Luxemburg - Podejścia VOR/DME.



LOWI - Innsbruck, Alpy. Podejście LOC (LOCALIZER - bez prowadzenia na ścieżce zniżania).



Podejście VOR. Odległość od progu kontrolowana na podstawie przecinania kolejnych radiali od VORa, który był nieco wyżej niż sięga zdjęcie. Ścieżka zniżaina na podstawie wysokości podawanych na przecięciach kolejnych radiali.

Wieczorem przyleciał Piper Malibu.


Piper Malibu.


Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (0)

Symulator dzień 3. 2009-06-22 10:26:55

Ćwiczenia na dziś to podejścia ILS/DME oraz ILS z racetrack-ami.
Z kolejnymi podejściami warunki były trudniejsze, bo wiatr boczny dochodził do 15kt i silna turbulencja. Podoga po minimach, 200ft podstawa i 600m widoczność.



EPWR-Wrocław, podejścia ILS z racetrack.


EPKT-Katowice, podejścia ILS


Drezden - Niemcy.


Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (2)

Symulator dzień 2. 2009-06-21 12:59:52

Zadania na dziś to głębokie zakręty na zniżaniu (przechylenie 30, 45 i 60 stopni), rozpędzanie w zakręcie na zniżaniu, hamowanie w zakrętach na wznoszeniu, przeciągnięcie w zakręcie na wznoszeniu.



EPPO - Poznań, głębokie zakręty. Pierwszy w lewo 20 stopni (standardowy), 30 stopni (prawo/lewo), 45 i 60 stopni. Wektorowane podejścia ILS.


EPPO - Poznań, rozpędzanie na zniżaniu i hamowanie na wznoszeniu, wektorowane podejścia ILS.


EPKK-Kraków, drugi lot na to samo ćwiczenie.


EPKK-Kraków, przeciągnięcia w zakrętach na wznoszeniu.


Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (0)

Symulator dzień 1. 2009-06-20 20:53:00

Pierwszego dnia z rana pojawiłem się w ośrodku wyspany i wypoczęty po podróży. Pierwsze co trzeba było załatwić jak zwykle bywa w nowym ośrodku to formalności. Skierowanie, kserokopie zaświadczeń, licencji, badań, książki itd., założenie teczki osobowej. Później poznałem instruktora - Jan Wróblewski, dwókronty szybowcowy mistrz świata, pilot samolotowy i śmigłowcowy. Na wstępie była rozmowa i musiałem rozwiązać kilka testów na papierze, żeby potwierdzić swoje przygotowanie do szkolenia. Później przeszliśmy do symulatora.

Symulator zaaranżowany jest na samolot Piper Seneca III. Na tym samolocie najprawdopodobniej będę latał szkoląc się do CPL(A)+ME, więc praktyka z symulatora przyda się w aspekcie procedur dla tego samolotu.
Pierwszy kontakt z symulatorem miałem po ścisłym omówieniu całego wyposażenia przy pomocy planszy na ścianie.

Pierwszy lot był lotem zapoznawczym. Zakręty na kurs według schematu i komend podawanych przez radio. Chodziło głównie o zapoznanie się z działaniem urządzenia oraz kolejnością procedur na samolocie.
Po każdym locie na ekranie instruktora można obejrzeć swój lot. Będę umieszczał zdjęcia, żeby lepiej pokazać jak wyglądało ćwiczenie.


EPGD - Gdańsk. Pierwszy lot zapoznawczy.

Po pierwszym locie przerwa i drugi lot. Kilka pierwszych lotów to zadania typowo pilotażowe. Później będą procedury. W tym locie przećwiczone zostały zakręty proceduralne 45/180 i 80/260 oraz 2x180. Niektóre z nich powtarzane były z awarią sztucznego horyzontu. Oczywiście wszystkie loty odbywają się w chmurach i za oknem nic nie widać.


EPGD - Gdańsk. Zakręty proceduralne oraz z awarią sztucznego horyzontu wykonywane na radialu do KRT VOR.


W kolejnym locie przećwiczone zostały zakręty na wznoszeniu i na zniżaniu w tym zakręty bez żyrobusoli, oraz bez sztucznego horyzontu i żyrobusoli. Wyprowadzenie na kurs odbywa się wtedy na podstawie stopera. Należy utrzymywać standardową prędkość kątową 3 stopnie na sekundę. Wtedy pełne okrążenie trwa 2 minuty. Łatwo mozna obliczyć, że zakręt 90 stopni to 30 sekund, 180 to minuta itd. Przećwiczone też były zakręty ze zmianą konfiguracji samolotu (klapy, podwozie).


EPGD - Gdańsk. Trzeci lot.

Tak wyglądał pierwszy dzień na symulatorze.


Tagi: szkolenia, symulator

skomentuj (2)

Symulator 2009-06-20 16:51:04

Rozpoczął się kojeny etap szkoleń - szkolenie do uprawnienia do lotów według wskazań przyrządów (IFR).

Gdy pilot z PPL(A) wylata 50h po trasach, zrobi VFRNoc, ma pierwszą klasę badań może przystąpić do szkolenia do tego uprawnienia. Jak większość szkoleń lotniczych składa się ono z dwóch etapów - szkolenie teoretyczne i praktyczne. Szkolenie teoretyczne do ATPL(A) zawiera zakres materiału potrzebny do szkolenia na uprawnienie IR(A) dlatego nie muszę uczestniczyć w dodatkowych zajęciach teoretycznych. Szkolenie praktyczne dzieli się na dwie części: 1 - 35h na symulatorze, 2 - 15h na samolocie.

W środę 17-go czerwca o 6 rano wsiadłem w pociąg w Mielcu. Przed bramą ośrodka byłem o godzinie 20:30. Przez drogę napisałem w papierowym notatniku notki na bloga dotyczące dalszego latania w ZUA i kiedy znajdę czas to je przepiszę. Do dziś w ZUA z 38h do wylatania zostało mi jeszcze 3,5h. Postanowiłem jednak pisać na gorąco co dzieje się na szkoleniu symulatorowym.

W ośrodku przywitał mnie badzo miły ochroniaż, który oprowadził mnie i pokazał co, gdzie i jak. Byłem zaskoczony infrastrukturą i organizacją ośrodka. Bardzo pozytywnie zaskoczony. Na drugi dzień rano zaczęło się szkolenie.


Tagi: symulator

skomentuj (3)

Koniec III roku. 2009-06-09 14:54:40

Zakończył się dla mnie trzeci rok studiów na PWSZ w Chełmie.
Wydaje się, że dalej już "z górki". Te wakacje będą dość intensywne pod względem latania, o ile nic nie stanie na drodze. Od jutra kontynuuję dolatywanie godzin w ZUA. Mam nadzieję, że pogoda dopisze. Po jutrze ma być już kicha. Zostało 16h, więc 3 dni dobrego latania. Później jadę na symulator do Adriany rozpocząć szkolenie do uprawnienia do lotów IFR. Z tego co wiem, jest tam internet, więc będę miał możliwość pisać na gorąco. W tym tygodniu niestety takiej możliwości nie będę miał, bo jutro przyjeżdża kurier i zabiera mój komputer do serwisu gwarancyjnego. Mam nadzieję, że wróci przed wyjazdem do Adriany. Ale to będą kolejne loty po trasach, więc pewnie nie będzie się działo nic szczególnego. Na szczęście aparat się nie popsuł i na karcie jest 2GB miejsca na zdjęcia ;).

Do miłego!


skomentuj (2)

Wyniki z angielskiego. 2009-06-02 16:31:45

Wstawałem co dzień o 6 rano i sprawdzałem komunikaty meteorologiczne w gotowości, by w każdej chwili jechać "na latanie". Pogoda przez połowę ostatniego tygodnia nie pozwoliła oderwać się na dłużej od ziemi. W ZUA wylatałem około 20h i jeszcze prawie drugie tyle przede mną.

Po dwóch tygodniach od egzaminu są już wyniki. Zaliczyłem ICAO English na poziomie 5 z czego się bardzo cieszę.
Teraz tylko wpis do licencji i spełniam tym samym wszystkie warunki do rozpoczęcia dalszych szkoleń finansowanych przez uczelnię. Oczywiście pominąłem zaliczenie roku ze średnią przynajmniej 4.0 ale sesja dopiero się zaczyna, jednak o jej wyniki raczej się nie martwię.

Gdy zakończę dolatywanie godzin w ZUA, jadę na symulator IFRa do Adriany. Prognozuję to na środek tego miesiąca.


skomentuj (3)

Dolatywanie trwa. 2009-05-27 12:58:09

Wczoraj zapomniałem baterii do aparatu więc zdjęć nie ma. Przed wczoraj byłem między innymi w Opolu EPOP. Lądowałem tam i tankowałem. Przywiozłem jakieś papiery z bazy ZUA. Latam sobie po regionie. Loty po trasie jak każdy inny. Wczoraj spotkałem orlika z Radomia rano między EPST a EPKA. Wykonwał z nad Klimontowa do Zawichostu.

Uzupełniłem galerię z praktyk 2009 o nowe zdjęcia. Nowe zdjęcia i stare zdjęcia z praktyk w ZUA są już w większej rozdzielczości, więc można oglądać szczegóły. Trzeba je powiększyć używając przycisku po prawej stronie ekranu lub oglądać pokaz slajdów - wtedy są w oryginalnych rozmiarach. Zapraszam do galerii.

Tak jak obiecałem kilka zdęć nawigacyjnych:


Charakterystyczny kształt lasu i miejscowość przy lesie.


Ten sam las, ta sama miejscowość z drogą przez las.


Miejscowość i droga przecinająca tor kolejowy. Układ lasów na mapie nieco się różni, ale ta mapa ma ponad 30 lat..


Haczykowaty układ lasów. Widoczna miejscowość przed lasem i słabo widoczne miasto Jędrzejów za lasem.


Kolejny punkt. Tym razem jakaś miescowość.


Tor kolejowy przecinający rzekę.

Czarna, prosta linia na mapie to planowana trasa lotu. Czarne linie na mapie to trakcje kolejowe z poprzecznymi kreskami określającymi ich ilość. Pomarańczowe - drogi. Czarne zabudowania. Niebieskie - woda. Zielone - las.


skomentuj (3)

SP-GMT 2009-05-24 23:20:47

   Od niedzieli do niedzieli mam latać. Dziś była ta pierwsza niedziela. Cessna SP-GMT była do mojej dyspozycji. Taką Cessną jeszcze nie latałem. Zdziwiłem się szczerze, jak podczas początkowego wznoszenia po starcie wariometr wskazywał 1200fpm (!). Cessna 152 - żeby było jasne. Zwykle nie bywa więcej niż 700fpm, choć i tak to już dobry wynik jak na ten samolot, szczególnie zważywszy na ich średni wiek w Polsce.
Pierwsza trasa do Piotrkowa Trybunalskiego. Widoczność milion kilometrów. Miałem wrażenie, że ogranicza ją tylko krzywizna ziemi. W Piotrkowie były zrzuty skoczków, w końcu to niedziela, ale nie było problemu, żeby wykonać konwojera. 2h40' trwał lot. W zasadzie nie ma o czym opowiadać. Od Piotrkowa trochę polatałem po radialach, do JED, od JED do przechwycenia do RZE. Zrobiłem trochę zdjęć na trasie charakterystycznych obiektów w terenie, na podstawie których nawigowałem. Ktoś z Was o to poprosił w którymś z komentarzy. Umieszczę je jak tylko je opracuję. Póki co nie mam na to czasu. Po powrocie zaplanowałem drugą trasę przez EPST, Kraśnik do Chełma. Tam zrobiłem dwa kółka nad uczelnią, pomachałem skrzydłami i odleciałem w kierunku Radawca, żeby pozdrowić instruktora, który w tym roku wyemigrował tam właśnie. W Dęblinie wykonałem konwojera na betonie. Przez chwilę poczułem się jak nasi wykładowcy od lotniczych przedmiotów na uczelni, tyle, że sprzęt inny. Ostrowiec Świętokrzyski i dalej znajome tereny mapę można było odłożyć. 3h.
W sumie 5h40'. Nieźle. Jutro to samo, może bliżej 6 godzin.

Napisałbym coś jeszcze, ale nie mogę myśleć o niczym innym jak tylko o spaniu.. jutro rano trzeba wstać i znowu latać ile wlezie. Spełnione marzenia... aż do niechcenia, bo cały tydzień się taki zapowiada. Dobrze! :)


skomentuj (2)

ICAO English 2009-05-14 19:57:37


Mam nadzieję, że był to ostatni - na długi czas egzamin teoretyczny w ULC.
5:00 pobudka, o 6:30 wyjazd. Piotrek zdawał swoje egzaminy do ATPL(A), ja czekałem. Egzamin miał się odbyć o 14:00 ale udało nam się, bo egzaminator pojawił się wcześniej i mogliśmy zacząć o 12:00.
Było nas do egzminu tylko dwóch. Poszliśmy do sali egzaminacyjnej, gdzie były rozstawione stanowiska komputerowe. Wypełnienie krótkiej dokumentacji i zaczynami. Obaj w tym samym czasie dostajemy osobne, inne testy. Słuchawki na głowie i po naciśnięciu START leci nieprzerwanie 35' egzaminu z listeningu (słuchania). Podczas tego słuchania mało jest czasu na przeczytanie pytań (ja nie nadążałem) i udzielenie odpowiedzi. W odpowiedziach występują słowa ze słyszanych konwersacji, jest to test na zrozumienie treści i sytuacji, a nie na umiejętność odbierania słuchanych słów. Nie było to łatwe, wydawało mi się, że mogę oblać.

Po napisaniu czekamy na wyniki. Przychodzi egzaminator i mówi: "No trochę narozrabialiście. Co jest z wami panowie, przecież umiecie angielski? (chwila ciszy) ..obaj zaliczyliście po 22 punkty i obaj z ostatniej, trzeciej części macie po 9 punktów na 10, a tak baliście się, że nie poszło, gratuluję. Umówmy się na speaking za 40 minut ok?". No jasne, że ok. A myślałem, że będę miał miesiąc czasu, żeby się lepiej do rozmowy przygotować. Teraz zaczął się stres i czekanie. Okazało się jednak, że zgodnie z tym czego się uczyłem do humana umiarkowany stres mobilizuje. Trzeba tylko było utrzymać go na tym poziomie, byle nie na wyższym. Stawka była wysoka, szczególnie po tym co już przeszedłem - szkolenie do IR, CPL, ME, IRME...

Przyszedł egzaminator. Idę pierwszy, chcę mieć to za sobą. Idziemy tym razem do innego pomieszczenia. Niewielki pokoik, pozasłaniane szyby. Pusty. Na środku 2 stoliki, jeden - mój i drugi - egzaminatora. Mam przd sobą ekran i słuchawki z mikrofonem. Egzaminator ma 2 ekrany i myszkę z klawiaturą. Siedzi zwrócony twarzą do mnie. Na ekranie u mnie widać to co i u niego, również kursor jego myszki. Zakładamy słuchawki i rozmawiamy przez interkom. Wszystko jest nagrywane. Najpierw miałem odlot z lotniska i wznoszenie podczas którego mijałem się z B757. Następnie była silna turbulencja i musiałem poprosić o wyższy poziom lotu, na co kontroler nie zezwolił, prosiłem więc o wektory do ominięcia turbulencji (taki scenariusz). Później był jeszcze CB na drodze i miałem go omijać z 10-milową separacją. Na podejściu oczywiście przeszkoda na pasie i go-around. Przeszkodę musiałem opisać - był to jakiś spychacz z przebitą oponą na pasie i kierowca machający do mnie. Na wznoszeniu przejście przez chmury ze śniegiem. Potem oblodzenie i zablokowane lodem sloty. Podejście na inny pas, prośba oddalona przez kontrolera o podejście z wiatrem na inny pas. Trzeba było przemówić do pasażerów, bo niepokoili się odejściem na drugi krąg. Sprawdzenie i zgłoszenie podstawy chmur podczas zniżania. Na prostej jednak sloty odmarzły i wykonaliśmy normalne lądowanie. Później rozmowa z egzaminatorem. Siada się obok niego i rozmawia o obrazkach, które on pokazuje. Miałem skrzydło z oblodzoną krawędzią natarcia i samolot na prostej, z prędkościomierzem. Wiadome o co chodziło i jak to się odnosiło do lotu - trzeba było o tym rozmawiać. Później obrazek z terrorystami w kokpicie i pytania o procedury w mojej linii (...), o to jak to się zmieniało w ostatnich latach i co moim zdaniem można było poprawić.

Po egzaminie instruktor stwierdził, że jak na podejście z prostej (bez przygotowania do egzaminu) to było nieźle i nie jeden kapitan by chciał tak posługiwać się językiem - to było dla mnie totalne zaskoczenie, poniewać mam duże zastrzeżenia do swojego angielskiego, choć osłuchany i oczytany jestsem w klimatach lotniczych. Powiedział, że nie powinienem nigdy mieć problemów z komunikacją i że o zaliczenie egzaminu raczej powinienem być spokojny. Teraz pozostaje czekać około 2 tygodni na wynik.

Egzamin wyglądał identycznie jak przykłady z RELTY. Te przykłady, które ja podałem (czyli te ze strony ULC) są nieco inne, ponieważ dialogów słucha się dwukrotnie co zmienia oblicze całego egzaminu ( o wiele łatwiej! ). Podczas rozmowy, żeby zasugerować scenariusz pokazują się obrazki, które sugerują co mamy mówić. Niestety, ale czasem trudno było mi domyśleć się o co chodzi. To samo powiedział Piotrek po egzaminie. Na prawdziwym egzaminie nagrania słucha się tylko raz. Dla chętnych proszę bardzo, wersja online prosto z relty, już poprawiona (egzaminy w ULC wyglądają IDENTYCZNIE):

Listening

Speaking

Trzeba chwilkę zaczekać, aż się załaduje. To jest inny (trudniejszy) scenariusz niż ten ze strony ULC - mówię o speakingu. Listening jest taki sam, z poprawką na czas - słuchasz tylko raz.

Nie jest to egzamin łatwy. Trzeba umieć angielski na komunikatywnym poziomie, nie mówić za szybko ani za wolno, przede wszystkim wyraźnie, nie przeginać z akcentem. Trzeba znać frazeologię lotniczą, poprawnie. Trzeba znać techniczny angielski - jak ktoś nie zna elementów samolotu, ogólnych procedur, nie ma obeznania w liniowcach to może mieć problem.

Jeżeli zaliczyłem, to spełniłem już wszystkie warunki formalne z ULC do rozpoczęcia kolejnego etapu szkolenia na uczelni. Uff (mam nadzieję). Teraz trzeba tylko uzyskać średnią nie mniej niż 4.0 z III roku akademickiego i zamknąć sesję w terminie.

Wracam do pisania pracy przejściowej...


Tagi: lke

skomentuj (1)

Info 2009-05-11 13:29:57

Po weekendowomajowym lataniu w prawdzie nie ma o czym pisać. ATPL zaliczony, teraz zaczęła się praca na uczelni. Zbliża się koniec roku akademickiego, co oznacza zaliczenia, sprawozdania, egzaminy etc.. To jest to, czym się teraz zajmuję.

Najbliższe wydarzenie związane z lotnictwem to środa 13.05.2009. Jadę wtedy do LKE zmierzyć się z egzaminem ICAO English i mam nadzieję uzyskać poziom czwarty operacyjny. Wiem jednak, że nie jest to łatwe, a ja nie mam czasu, żeby się do tego specjalnie przygotować. Większość pilotów ponoć tego nie zdaje w pierwszym podejściu. Egzamin składa się z 2 części: słuchanie i rozmowa. Słuchanie to nagrania z radia, które się słucha i w tym samym czasie trzeba odpowiadać na bardzo szczegółowe pytania. Później jest rozmowa z egzaminatorem. Oczywiście egzamin skupia się na sytuacjach nierutynowych. Zobaczymy, spróbować trzeba. Egzamin jest nagrywany i wysyłany do Australii do firmy RELTA do oceny.

Przykładowy test znajdziesz TUTAJ.

Jeżeli chodzi o latanie, to być może na weekendzie coś rekreacyjnie, a na dobre zacznie się od 23.05 do końca Maja, wtedy mam wolne od uczelni, więc będę latał, gdzieś dalej w Polskę, to i będzie o czym pisać.

Zaglądając do statystyk zauważyłem, że ktoś wchdzi na mój blog ze strony hej.mielec.pl. Okazało się, że portal umieścił informację o moim blogu i o blogu Krzyśka, do którego link znajduje się również u mnie w menu.
Ku mojemu zaskoczeniu - bo nie wiedziałem - istnieje w Mielcu zrzeszenie spotterów, którzy fotografują to co się dzieje na mieleckim lotnisku. Polecam zajrzeć na ich stronę - naprawde dobre zdjęcia. Chętnie zabrałbym kogoś z nich na pokład, żeby mógł sobie pofotografować trochę z góry. Przecież latanie jest dostępne dla wszystkich, a Ci biedacy stoją za siatką i czają się z aparatami. Jakby tego było mało, czapia się ich ochrona lotniska - oczywiście bezprawnie, panowie w czarnym mają przerost mniemania nad kompetencjami i chcą się docenić, czy co? Przykre, żeby nie powiedzieć żenujące. Równie dobrze mógłby sobie taki spoter usiąść na przystanku na przeciw pasa i wycelować lufę swojego aparatu robiąc takie same zdjęcia na zbliżeniu i to już byłoby w porządku. Zapraszam Panów spotterów do Aeroklubu Mieleckiego. Radzę przyjechać w któryś dzień, umówić się na dzień lotny. Chłopaki z pewnością zabiorą was na start, gdzie będziecie mieli okazję wykonać naprawdę dobre ujęcia, może nawet z góry.

Strona EPML Spotters TUTAJ.

Założyłem konto na portalu vimeo. Można tam wrzucać filmy w wysokiej jakości. Moim zdaniem działa lepiej niż youtube, no i długość filmu nie ogranicza się do 10 minut. Na początek wrzuciłem ponownie film, który niedawno widzieliście. Jeżeli ktoś chciałby zobacyć w nieco lepszej jakości, to proszę bardzo (polecam oglądać na pełnym ekranie):


Założyłem również galerię z praktyk lotniczych sezonu 2009. Jak już pisałem, odbywają się w ZUA a pierwsze loty już za mną. Galerię będę aktualizował jak tylko będę miał nowe zdjęcia. Zapraszam.

Galerię możesz zobaczyć TUTAJ

Mieleccy spotterzy mogą pozazdrościć mi jednego ujęcia (zato ja zazdroszczę im jakości zdjęć):


Mielecka Mewa SP-KFE ośrodka Royal Star AERO z otwartą klapą przediego bagażnika.

Czytelników proszę o cierpliwość. Jeżeli nic nie piszę, to znaczy, że się nic nie dzieje. Jeżeli coś się dzieje, piszę. Jeżeli będę planował nieobecność na blogu - też o tym napiszę.

Pozdrawiam!


Tagi: informacje

skomentuj (2)
Księga Gości